| Waldek Turski na The Tall Ship Race 2009 |
|
|
|
| Wpisany przez Piotr Hajdecki |
| czwartek, 27 sierpnia 2009 08:41 |
|
Waldek Turski, Komandor będącego częścią Stowarzyszenia, Business Yacht Clubu (BYC) uczestniczył w odbywającej się wodach Bałtyku Operacji Żagiel (The Tall Ship Race 2009). Jako kapitan poprowadził Yacht Legia. Poniżej zamieszczamy relację Komandora z tego wydarzenia. Zdjęcia już wkrótce w Galerii. Byłem na The Tall Ship’s Races 2009 Przez cały tegoroczny lipiec Bałtyk gościł największe żaglowce świata i te trochę mniejsze też. Gdynia, St. Petersburg, Turku, Kłajpeda to miasta – porty, które w tym roku gościły ponad 150 jednostek pływających uczestniczących w zlocie żaglowców Operacji Żagiel 2009. Mer Turku wzruszony, na spotkaniu kapitanów jachtów przybyłych do tego znanego z budowy największych współcześnie statków pasażerskich świata, powiedział. „Od 9 lat starałem się, aby Turku, przez kilka dni, mogło być światową stolicą żagli. 9 lat czekałem, abyśmy mogli przyjąć i ugościć największe żaglowce świata, jachty i żeglarzy. Czekałem aż przypłyniecie.” I przypłynęły rzeczywiście największe: Sedov, Dar Młodzieży, Mir. Przypłynął też, jak zwykle, cały zielony od zielonych żagli Alexander von Humboldt. Była najpiękniejsza fregata świata George Stage. Było cale mnóstwo polskich jachtów – chyba najwięcej – i byliśmy my na s/y Legia. W tym roku, jako kapitan Legii reprezentowałem Jacht Klub Marynarki Wojennej KOTWICA z Gdyni W przyszłym roku Operacja Żagiel – The Tall Ship’s Race 2010 na trasie Antwerpia (Belgia) – Aalborg (Dania) – Kristlansand (Norwgia) – Hartlepool (UK). Może Business Yacht Club w przyszłym roku? Zlot żaglowców to święto żeglarzy. Po cztery dni niekończących się imprez w każdym porcie, po cztery dni żeglugi w regatach pomiędzy tymi porami, rejs przyjaźni z częściową wymianą załóg pomiędzy uczestniczącymi jachtami.. Płynąca w jednym kierunku flotylla 150 jednostek pod żaglami to wspaniały widok. Oczywiście najpiękniejsze są fregaty (Dar Młodzieży jest fregatą). Pan Honore de Balzac wyznaczył kiedyś ideały piękna: „koń w galopie, kobieta w tańcu, fregata pod pełnymi żaglami”. W Gdyni, na paradzie żagli wzdłuż brzegu Zatoki Gdańskiej oddawaliśmy żeglarskie honory naszemu Darowi Pomorza. Wzruszający to był moment. Staruszek Dar – dzisiaj statek muzeum - nie mógł już wypłynąć z portu o własnych silach. Wyciągnęły go holowniki. Miałem wrażenie, że ta piękna polska fregata to jak żeglarz, który chciałby z innymi popłynąć, postawić żagle, ale już nie ten wiek. Oddawane honory syrenami statkowymi, rogami mgłowymi jachtów i opuszczonymi banderami przez wszystkie żaglowce przepływające kolejno w pobliżu stojącego na kotwicy Daru Pomorza to był wzruszający moment. Tak jest, wiem na pewno – statek ma duszę. Oczywiście natychmiast myśli – dlaczego tak? Może czyjaś dobra wola, jakaś inicjatywa wielu, wykonana praca i nasz piękny Dar mógłby powrócić na morza? Tak zrobili Rosjanie z Sedovem. Teraz pływa i jest największy. Start do regat na trasie Gdynia – St. Petersburg był ustawiony na północ od Helu i linię startu wyznaczały dwa polskie okręty wojenne. Wystartowaliśmy. Wiatr NE, a my do St. Petersburga. Jasne, żeglarzowi zawsze wiatr w oczy. Płyniemy. Przed nami zielony Aleksander von Humboldt. To przyjemność oglądać pełnorejowca ze wszystkimi postawionymi żaglami. Na lewym trawersie Gotland i po dwóch dobach wpływamy do Zatoki Fińskiej. Prognozy pogody są złe. Będzie wiało 8 w skali Beauforta. Potem w Petersburgu fińscy żeglarze mówili, że takiej złej pogody w tej zatoce w porze letniej, najstarsi Finowie nie widzieli. Sztormujemy. Nad ranem przychodzi przygnębiająca wiadomość. Pogoria w jednej chwili starciła wszystkie trzy maszty. To działo się niedaleko nas. Z częścią mojej załogi pływaliśmy w kwietniu na Pogorii. Smutno. Na pewno szli po zwycięstwo w tych regatach. Wiele jachtów wycofało się z regat i schroniło się do Tallina. My przeszliśmy linię mety wyznaczoną na morzu przed St. Petersburgiem. Daliśmy radę. Teraz przed nami 4 dni uciech portowych, imprez dla kapitanów, imprez dla oficerów i dla załóg. Jak to zwykle w portach etapowych Operacji Żagiel – parada załóg ulicami miasta. Maszerujemy. Barwny rozbawiony pochód, flagi, bandery, trąbki, bębny. W pewnym momencie w Petersburgu zauważamy, że idziemy w szpalerze nie mieszkańców miasta, ale przeróżnych mundurowych. Dziwne. Stanęliśmy przed wielka sceną i szybko wyjaśniło się. Przywitał nas premier Władimir Putin. Trasa St. Petersburg – Turku to przepiękna i trochę trudna nawigacyjnie trasa wśród największego archipelagu wysp na świecie, czyli wśród szkierów fińskich. Na tej trasie jest etap przyjaźni. Nie ma regat. Poszczególne porty fińskie gorąco zapraszają. Oj było gorąco. Parada w Turku i start do regat przez cały Bałtyk do Kłajpedy. W Kłajpedzie to już wszyscy się znamy. Nie ma spania. Tylko ci liaison officers przydzieleni do każdego jachtu codziennie od rana męczą załogi jachtów zachęcając do kolejnych uroczystości i imprez. Na koniec ostatnia parada żagli na redzie Kłajpedy i bierzemy kursy do swoich macierzystych portów. Nareszcie mamy korzystny wiatr (baksztag) do Gdyni. Zdecydowanie nie możemy się rozstać z innymi jachtami. Bez przerwy gadamy przez radio. Może zanim do Gdyni to jeszcze do Helu na śniadanie, a może jeszcze Gdańsk, a może .... ? Do zobaczenia w przyszłym roku na starcie w Antwerpii. Waldek Turski Komandor Business Yacht Club
|
| Poprawiony: poniedziałek, 24 maja 2010 22:14 |